Bike Orient
IMIĘ-Jacek.
NAZWISKO-Remiasz.
WIEK-49 lat.
WAGA-85kg.
PRACA-Sklepikarz-Czas na Herbatę.
OSIĄGNIĘCIA ROWEROWE-brak.
START-Deszcz,dużo ludzi startujących,nie wyglądają jak cyborgi z
maratonów rowerowych.
DECYZJA-Jadę sam bez żadnych "ticzerów".
BAGNA-śmierdzi jak cholera, komary atakują jak "dzikie świnie".
Przechodzę bagna upierniczony po pachy.
Inni tak samo i robią sobie zdjęcia.
Jest punkt-Hurrra!!!
Ale ode mnie śmierdzi po bagnach.
BŁOTO-Czarne i miękkie. Nawet wzięli dziecko na rajd, niech się trochę
oszarpie i ubrudzi w błocie.
STEFAN BATORY(krypa)-Kapitan M.S. Batory uroczy wodniak zawraca swoim sterem
jak stary Wilk Piliczny.

Moje pytanie-Czy dużo przybrała Pilica?
Odpowiedź-Aaaaaaa trochę...
Arbuz-ale smaczny!
KŁADKA-Brak dwóch pierwszych desek. A Pilica płynie i mnie zachęca:
wpadnij, wpadnij do mnie uroczy
grubasku. Przeszedłem-Uffffff miałem pietra.
ZIELEŃ I PRZYRODA-Wdziera się we mnie, jest totalnie zielono, inny świat,
inna planeta i Ja.
LASY-Są głębokie i ciemne.
Cholera, gubię się w lasach.
PIACHY-piachy, piachy-chociaż jest mokro to nie jest źle.
KOŃCÓWKA-Przeprawa PK po drugiej stronie Pilicy. Zaczynam zdejmować buty,
odebrało mi rozum.
Hurrra, drugi brzeg! Asfalt i LZS-dojechałem. Dojechałem sam bez
"ticzerów" i zaliczyłem 10 PK.
ŁÓDŹ-Przyjazd. Żona wita męża w drzwiach i pyta się jak tam było.
Kochanie, na cholerę nam Egipt?!
Jedziemy do Ręczna na BikeOrient.
SEN-Zielone lasy, Pilica wijąca sie jak glizda po deszcu, zieleń, zieleń,
zieleń... O cholera, rano
trzeba do pracy!
REFLEKSJA-Doba zapomnienia o płatnościach, o Vat-cie, o fakturach, o
Zusie, o obowiązkach.
Byłem załamany, zmęczony, ale szczęście było wielkie.
Dojechałem, dojechałem!
Cześć, Remiasz Czas na herbatę.
|